Jelenia Góra Trophy Maja Włoszczowska Race, 3.06.2017

 

Bez wątpienia największy wyścig XC w Polsce z  wysoką  kategorią – UCI HC. Możliwość zdobycia dużej liczy punktów do międzynarodowego rankingu UCI, przyciąga wielu mocnych zawodników z całego świata. Niepowtarzalna  okazja żeby na „własnym podwórku” sprawdzić się w tak silnej stawce.  Oczywiście nie mogło mnie tu zabraknąć 🙂

Wyjazd w pt rano, dzień przed zawodami. Start 6:30, koło 11:00 zameldowałem się na kwaterze w Jeleniej Górze. Tak właśnie lubię – rano, sprawnie, jeszcze bez korków w Warszawie, bez upałów w ciągu dnia. Po podróży chwila luzu i jazda na trasę wyścigu. Runda od kilku lat bez większych zmian –  trudna technicznie, trudna fizycznie, ale bardzo fajna – naturalna, ciekawa i dająca dużą frajdę z jazdy.

Zrobiłem trzy pętle. Przyznam, że po tym treningu trochę mi ulżyło, bo wcześniejsze dni były dla mnie jakieś dziwne – zmęczenie i brak siły bez wyraźnej przyczyny. Rzadko zdarza mi się takie coś. Zamiast mocnego treningu w środku tygodnia, musiałem zupełnie wyluzować. Dzień później też nie było lepiej.  Całe szczęście po konsultacjach z trenerem wszystko wróciło do normy. W piątek wyraźnie odżyłem, więc z treningu na trasie wróciłem zadowolony. Luz, jedzenie i jazda na zapisy. Tu trochę nerwów, bo stanie przez 45 minut  w 5-cio osobowej kolejce nie jest niczym fajnym…Procedura wydawania numerów startowych  zdecydowanie nie była mocną stroną tej imprezy. Wieczorem  luz i ładowanie baterii przed jutrem.

Start Elity Mężczyzn  zaplanowany był na godz 15:45, więc sobotnie przedpołudnie również  minęło bardzo spokojnie. Później szykowanie i posiłek przedstartowy. Ostatnimi czasy, na 3h przed startem jem 150 gram białego ryżu z miodem i cynamonem. Czasami dodaje jeszcze banana. Wcześniej był to makaron z niewielką ilością pesto. Miałem też eksperymenty z kaszą jaglaną, kaszą gryczaną, czy płatkami owsianymi. Tak naprawdę w trakcie jazdy  nie czułem większej różnicy. Najważniejsze, to trzymać się podstawowych zasad: 2-4h przed wysiłkiem, lekki i łatwostrawny posiłek bogaty w węglowodany.

Ostatnie 40 min przed wyścigiem to tradycyjnie rozgrzewka. Trochę na trasie, trochę w cieniu na rolce. 15:35 – ustawienie na linii. Na starcie  sporo mocnych zawodników m.in Daniel Mcconnell,  Hans Becking, Anton  Sintsov , Jan Skarnitzl, Fabian Giger, również najlepsi  zawodnicy z Polski -Bartek Wawak i Marek Konwa. Tak silnej obstawy w Jeleniej Górze jeszcze nie było. Zajmuję drugi rząd. Ostatni łyk izo, strzał startowy prezesa PZKol – Dariusza Banaszka i w drogę! 🙂

fot. bikelife

Runda rozjazdowa: Początek bardzo dziwny – jazda w dół po skoszonej trawie. Jest nerwowo, wywrotka tuż obok mnie, całe szczęście jakoś się ratuje. Prawo góra, przejazd przez sztuczną sekcję i skręt w lewo. Stawka powoli się rozciąga, są lekkie zatory, jednak bez większych korków.

Runda nr1: Jadę gdzieś w połowie stawki, może trochę wyżej. Podjazd, zjazd po skale, znów góra i dół po schodach. Samopoczucie niezłe, choć nogi i płuca na dużym „zapieku” . Wjazd na kręty fragment trasy – tu można trochę „odpocząć”. Mniej siły , więcej techniki i zabawy z rowerem. Przejazd przez boks techniczny, góra, chwila płaskiego i w dół po najtrudniejszym  zjeździe zwanym „Mordorem”. Dużo ludzi, fajny, głośny doping. Zjeżdżam w miarę ok i cisnę dalej. Podjazd na najwyższy punkt trasy, zjazd, chwila płaskiego i znów góra. Jadę jeszcze w sporej grupce m.in za Piotrem  Brzózką. Kręty zjazd, odcinek z rundy rozbiegowej i pierwsze okrążenie  za nami.

Runda nr.2. Jakoś strasznie się męczę. Tempo  nie jest złe, ale mam wrażenie, że zaraz będę musiał wyraźnie zwolnić. Staram się utrzymać zawodników z którymi jadę i czekam na lepsze czasy.

Runda nr 3. Trochę puszcza. Co prawda Piotr lekko mi odjeżdża, ale wyprzedzam dwóch innych zawodników. Łapie właściwy  rytm i jadę swoim równym tempem. Co jakiś czas biorę łyk izo z bidonu – jest dość ciepło, więc trzeba pamiętać o regularnym nawadnianiu.

fot. Adam Starzyński

Runda nr 4. Gonię zawodnika z Holandii. Już od dłuższego czasu mam do niego 5-10 sekund. W sumie ok –  to mnie dodatkowo nakręca do szybszej jazdy. W połowie rundy, na podjeździe  mija mnie jeden z faworytów wyścigu –  Daniel Mcconnell. Przez chwilę poczułem się jakbym stał w miejscu…Australijczyk miał defekt, teraz odrabia straty. Jedzie jak wściekły…a ja ciut wolniej swoim tempem 😉

Runda nr. 5. Ponad 1h ścigania za mną. Wciąż czuje  się ok, bez większych błędów pokonuje  kolejne fragmenty trasy. W pewnym momencie uświadamiam sobie, że jeszcze nie jadłem żela…szybko nadrabiam zaległości. Zazwyczaj jem dwa w ciągu wyścigu: pierwszy po ok. 30min, drugi po ok. 1h.  Teraz trochę o tym zapomniałem, ale całe szczęście bez większych konsekwencji.

fot. bikelife

Runda nr 6. Ostatnie okrążenie. Holender wciąż jest chwilę przede mną. Za plecami nie widzę nikogo. Podjazd, zjazd po skale, znów góra i dół po schodach. Ja jadę 100%, on również – nie daje rady się do niego zbliżyć. Pełna koncentracja na „Mordorze”, ostrożny podjazd po schodach i wzniesienie na szczyt. Ostatnie minuty  ścigania ścigania wychodzą jak trzeba – szybki zjazd po polanie, przejazd przez las i góra do mety. Finito. Ostatecznie zajmuje 17 miejsce z czasem 1h 30min 28sek . TU wyniki.

Dobre ściganie wyszło. Czułem się ok, nie popełniłem żadnych błędów i sprzęt działał jak trzeba. Po różnych przygodach podczas majowych wyścigów (Wałbrzych – gleba, Chorzów –  przebita opona, Nove Mesto – kraksa zaraz po starcie), potrzebowałem takiego udanego, „czystego”  przejazdu.

Tradycyjnie na koniec podziękowania: dla WKK za obsługę  na boksach technicznych, dla trenera za obecność i cenne wskazówki, dla wszystkich którzy stali przy trasie i kibicowali. Fajnie było. Widzimy się już w najbliższą sobotę na kolejnej edycji Pucharu Polski, tym razem w Białej! 🙂

 

fot. okładkowe: Młoda Photography

1 komentarz

  1. AndrzejW - 1 rok ago

    Jezior – lecisz jak na skrzydlach! 🙂

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *