Mistrzostwa Polski MTB XCO, Mrągowo, 22.07.2018

Chwilę tu nie pisałem, więc zanim o samych Mistrzostwach, to kilka zdań o tym co się działo przed.

 

Przygotowania

Zaraz po nieudanym Pucharze Polski w Pcimiu, wziąłem się do solidnej roboty. Pierwszą część  przygotowań do Mistrzostw Polski XCO musiałem zrobić w domu, przeplatając treningi z nauką. Bezpośrednio po egzaminie na Trenera Przygotowania Motorycznego (zdanym:)), udałem się do Srebrnej Góry. Tam, już bez żadnych dodatkowych obowiązków, mogłem  skupić się tylko na treningach. Strasznie lubię Srebrną Górę  między innym ze względu na: fajne tereny pod szosę, świetne trasy mtb – Trasy Enduro Srebra Góra, Centrum Testowe Romet,  gościnny hotel Koniuszy, ciszę, spokój i brak tłumów turystów.

Takie warunki pozwoliły mi na przyjęcie solidnej dawki TSS-ów (obciążenie treningowe) Na sam koniec wyjazdu udałem się do pobliskiego Jodłownika, gdzie wziąłem udział w maratonie z cyklu Pucharu Strefy Sudety MTB. Niestety jadąc na drugim miejscu, koło trzydziestego kilometra rozciąłem oponę i na tym mój wyścig się zakończył. Kto wie, być może tak i lepiej, bo nawet bo tych 30 km byłem ledwie żywy. Po intensywnym okresie, zdecydowanie  potrzebowałem odpoczynku.

Mazury

We wtorek, bezpośrednio z gór, udałem się do Mrągowa.  To tu miały odbyć się  w weekend Mistrzostwa Polski. Miejscówka mega fajna. Dawno mnie na Mazurach nie było i zupełnie zapomniałem,  jak tu jest ładnie. Lasy, jeziora, teren pagórkowaty i do tego świetna pogoda. Sielsko można by rzec…

…..do momentu wjazdu na rundę Mistrzostw Polski  😉

 

Runda

W mojej ocenie, pod względem fizycznym, jedna z najtrudniejszych pętli  na których miałem okazję się ścigać. Długie,

jeziory

chwilami okropnie sztywne podjazdy wchodziły w nogi strasznie. Płaskiego  nie było prawie wcale…no może 400 metrów na ponad 4 km. Szybkie zjazdy, bez elementów technicznych,  nie pozwalały na złapanie oddechu. Do tego  większość rundy na otwartej przestrzeni, bez cienia – przy pełnym słońcu boli bardzo. Runda miała jednak dwie przyjemne cechy – ładne widoki i jezioro tuż obok trasy. Skok do chłodnej  wody zaraz po treningu w pełnym słońcu – bezcenne ! 🙂

W środę zrobiłem sobie kilka okrążeń umiarkowanym tempem. Czwartek przepaliłem nogę  jadąc rundę  na maksa. Piątek luzik. Sobota dwie rundy dość mocno. Z dnia na dzień coraz bardziej mi się podobało. Czułem się fajnie i z niecierpliwością czekałem na niedzielny start.

 

Dzień wyścigu

Wyścig jak każdy inny, ale jednak trochę ważniejszy. Przyznam, że już rzadko czuję jakiś większy stres na dzień i w dniu startu, ale w przypadku najważniejszej imprezy z mojego kalendarza –  MP XCO,  stres pojawia się zawsze. Objawia się między innymi zmniejszonym apatytem, co utrudnia trochę kwestie „ładowania węglowodanów”. Tutaj z pomocą przychodzą „węgle” w płynie, czyli po prostu popijanie  jakiegoś  izotonika czy carbo.

Start mieliśmy zaplanowany o 16:15, więc wyjątkowo późno. Całe szczęście czas upłynął  mi całkiem szybko m.in. za sprawą kibicowania innym kategoriom. Zawsze mam ochotę pobiegać za zawodnikami, pokrzyczeć, dopingować ile sił…ale z uwagi na swój start, wybieram wersję energooszczędną – siadam w cieniu przy trasie i dopinguję  z jednego miejsca. Zawsze coś.

Przed startem

30 min rozgrzewki. Trochę na rolce, trochę po szosie. Gdy jest powyżej 25 stopni, jakoś niezbyt chętnie kręcę na rolce. Nie mając dobrego wiatraka, można się solidnie zagotować, co może mieć negatywny wpływ na dyspozycję. 10 min przed startem – ustawianie na linii. Jestem w trzecim rzędzie. Dawno tak daleko nie stałem na wyścigu w Polsce 🙂 Obsada wyjątkowo mocna, nawet jak na Mistrzostwa Polski.

5min, 3 min, 1min , 30 sek – tętno w okolicach 120 ud/min, normalnie przy staniu 50 ud/min – stres robi swoje 🙂 …15sek i ogień.

 

Rywalizacja na trasie

Prosta startowa – jakieś 300m pod górę po betonowej drodze. Wpinam się sprawnie, napędzam rower, trzymam się w okolicach swojej pozycji startowej. Chwila płaskiego, wjazd  w las, łagodnie góra-dół i krótki, sztywny  podjazd na szczyt góry pod boks techniczny. Samopoczucie dobre. Nogi świeże, chętne do jazdy.

Przejazd po belkach, szybki zjazd w dół, skręt w lewo, chwila płaskiego. Jedziemy wąską ścieżką jeden za drugim. Jestem gdzieś koło 15 miejsca. Nikt się nie rwie do przodu, tempo umiarkowane. Dość nietypowo jak na początek wyścigu xc, ale chyba każdy czuje duży respekt do tej trasy. Kolejne podjazdy wchodzą dość gładko. Na jednym ze  stromych odcinków staram się przeskoczyć kilka pozycji do przodu. Wybieram linię po piachu. Zakopuje się. Muszę biec….głupi błąd, który kosztuje dodatkowe siły.

fot. TMfoto.pl

Kolejne  dłuższe wzniesienia wciąż dość spokojne w wykonaniu faworytów. Czołowa grupa liczy około 15-stu zawodników. Jestem w niej i dobrze mi z tym. Podjazd, zjazd slalomem, podjazd stokiem ze stromym wykończeniem, jazda w dół z rockgardenem  i znów góra. Tu zaczyna się rwać – ostatnia sztywna „sztajfa” pierwszego okrążenia  robi selekcję.

Przejazd przez linię mety pod kurtyną wodną (co za ulga) i jazda dalej. Jestem gdzieś koło 12-14 pozycji. Przyzwoicie. Czuje, że jest ok. Wiem, że jeszcze pięć długich i ciężkich rund. Jadę swoje.

Druga, trzecia, czwarta runda  – dobra, mocna jazda. Słychać kibiców, słychać „dawaj Jezior”. Bardzo to miłe.  Wchodzę w TOP 10.  Miejsce 9 i 8 są jeszcze w zasięgu. Pamiętam o piciu, pamiętam o żelach, regularnie polewam się wodą.

Piąta runda – nogi zaczynają odmawiać współpracy. Podjazdy wchodzą ciężej. Dogania mnie Paweł Kowalkowski i chwilę później Jarek Żur. Spadam na 12 pozycje. Staram się utrzymać przyzwoite tempo.

Ostatnia, szósta runda – walka o przetrwanie. Nogi pieką strasznie. Jarek i Paweł wciąż są dość blisko, ale nie mam sił na atak. Myślę już tylko o dojechaniu do mety. Ostatni zjazd rockgardenem, ostatnie sztywne wzniesienie i finito. Meta. Kończę to piekło na 12 miejscu z czasem 1h 28min. TU wyniki.

 

Ocena dyspozycji

Mój cel przed startem – TOP 10. Wiedziałem, że to jest wynik z którego będę zadowolony. Zabrakło 30-stu sekund – niewiele. Przy takiej obsadzie wyścigu, biorąc pod uwagę straty czasowe – jest ok. Kurcze, do szóstego miejsca zabrakło trochę ponad 2 min. Naprawdę „gęsto”. W mojej ocenie, dawno nie było tak mocno obsadzonych Mistrzostw Polski. Poziom sportowy naprawdę wysoki i z tego trzeba się cieszyć.

Co do lekkiego „odcięcia” na  20 min przed końcem  – nie pamiętam, kiedy ostatnio ktoś mnie wyprzedzał pod koniec wyścigu. Naprawdę rzadko się zdarza, żebym nie wytrzymał całego wyścigu XC. Zazwyczaj  jest wręcz przeciwnie – w końcówce jedzie mi się najlepiej. Przyczyna odcięcia prawdopodobnie znana…to o czym już wspominałem – mniejszy apetyt przed startem, brak spożycia odpowiedniej ilość węglowodanów. Analizując sobie cały jadłospis na 48h przed startem, dochodzę do wniosku, że to może być właśnie to.

Głupi,  podstawowy błąd. Z drugiej strony, przyczyna znana(chyba), więc następnym  razem trzeba to poprawić i może być jeszcze lepiej.

Ten wyścig daje mi zastrzyk motywacji i wiarę w siebie, że mogę robić progres i jestem w stanie  jeździć szybciej. To dla mnie mega ważne. Tego mi było trzeba.

 

Organizacja

fot. TMfoto.pl

To były fajne Mistrzostwa. Jeszcze dwa  miesiące temu nie wiedzieliśmy, gdzie i czy w ogóle będziemy mieli MP XCO, a tu proszę – Mrągowo. Jak już wspominałem – trasa okropnie wymagająca. Zabawne, jak ludzie potrafią ocenić trasę tylko z filmiku, który oglądali  na monitorze komputera. Komentarze w stylu „to nie ma nic wspólnego z MTB”, „jazda po polu”, „trasa mało wymagająca”, „trasa dla początkujących”. Jak to fajnie napisał Bartek  Mikler – „w głowę się  puknij”. Myślę, że nawet całkiem nieźle wytrenowany amator, nie podjedzie tu co najmniej dwóch wzniesień, a  cztery kilometry  „po mało wymagającym polu” zajmą mu około 18 -20 minut.

Obsada na trasie – pełna profeska. Nie miałem głowy do liczenia osób rozstawionych na rundzie (dziwne, co? :D), ale rzeczywiście ludzi z obsługi było sporo. Chodząc po Mrągowie – wiele  plakatów informujących o imprezie. Wykorzystanie Mai Włoszczowskiej, wyścigi dla dzieci, wyścigi dla amatorów, oprawa, profesjonalne konferencje prasowe…pewnie jeszcze można wymieniać sporo innych rzeczy. W każdym razie – impreza zrobiona z sercem. To się ceni i o tym trzeba pisać.

 

Podziękowania

Dzięki wszystkim za doping na trasie! Było głośno, a przy takim hałasie naprawdę  jedzie się szybciej! Dzięki WKK za pomoc, jak zawsze. Dzięki za przygotowanie sprzętu – Cyklon Sport Serwis i przedstartowe sprawdzenie roweru dla Mariusz Piotrowski Bikes.

Dzięki dla sponsorów i firm,  które mnie wspierają: Romet, Olimp, Michelin, Xtrabike.pl, Inpeak, Optyk-okular.pl

Dzięki Paweł Kuflikowski z portalu mtb-xc.pl, za relacjonowanie całej imprezy  w necie – maga robota.

 

Gratulacje

Dla wszystkich, którzy ukończyli wyścig. Dla Warszawskiego Klubu Kolarskiego – za brąz w sztafecie. Dla Krzysztofa Łukasika – „czarnego konia” wyścigu Elity Mężczyzn + U23. Dla organizatorów  również!

 

Co dalej?

Kilka dni luzu i ciśniemy  z drugą częścią  sezonu. Jeszcze kilka fajnych imprez w tym roku. W sierpniu planuję spróbować swoich sił między innymi na Mistrzostwach Polski w maratonie. Wrzesień to kilka porządnych wyścigów XC. Jest co robić! 🙂

 

Pzdr!

 

fot. okładkowe: TMfoto.pl

 

2 komentarze

  1. Jedziesz Ojciec - 3 tygodnie ago

    To prawda Maciek. Średnio wytrenowany amator nie podjechał chyba 4 czy 5 górek na jednej rundzie. Jeżdżę od października, a dla mnie mimo, że to była walka o przetrwanie to było dla mnie sukcesem. Cieszę się że wziąłem udział w zawodach dla amatorów (dystans 2 rundy) Życzę sukcesów. Fajny wpis.

    • Maciek - 3 tygodnie ago

      Najważniejsze, żeby mieć satysfakcję z tego co się robi, a samo pokonanie tej rundy choć raz, to nie łatwe zadanie. Dziękuję za miłe słowa i Pozdrawiam 🙂

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *