Podsumowanie sezonu 2018

 

Letni sezon 2018 przeszedł do historii. Rozpocząłem go 25.03 w Austrii, zakończyłem 30.09 w Boguszów-Gorce. Trochę ponad  6 miesięcy ścigania. Wziąłem udział w 22 startach, z czego 15 w formule XCO, a 7 w XCM. Dużo wyjazdów, podróży i rozmaitych przygód.

Jaki był ten jedenasty sezon w mojej wyczynowej (czyt. z licencją) karierze ?

Oczywiście, że fajny. Przez ostatnie pół roku zajmowałem się przede wszystkim tym, co kocham – jeździłem na rowerze, a więc realizowałem swoją pasję. Trenowałem, podróżowałem, brałem udział w zawodach. Wszystko w towarzystwie świetnych ludzi, często w pięknych miejscach. Brzmi jak bajka i trochę tak jest. Serio uważam, że to jest świetne.

 

WYNIKI

Kamptal-Klassik-Trophy, Austria-Langenlois, 25.03.2018 – 53 miejsce

Puchar Polski #1, Białystok, 15.04.2018 – 6 miejsce

Puchar Polski #2, Lulin, 29.04.2018 – 8 miejsce

Puchar Czech UCI C1, Brno, 6.05.2018 – 54 miejsce

Akademickie Mistrzostwa Polski, 12.05.2018 – czasówka – 5 miejsce

Akademickie Mistrzostwa Polski, 13.05.2018 – wyścig główny – 3 miejsce

Puchar Strefy Sudety MTB (maraton), Głuszyca, 20.05.2018 – 5 miejsce

Puchar Czech UCI C1, Nove Mesto na Morave, 3.06.2018 – 25 miejsce

Puchar Polski #3 UCI C2, Wałbrzych, 10.06.2018 – 8 miejsce

Puchar Mazowsza, Warszawa-WAT, 17.06.2018 – 1 miejsce

Puchar Polski #4, Pcim, 24.06.2018 – 9 miejsce

Puchar Strefy Sudety MTB (maraton), Jodłownik, 14.07.2018 – DNF

Mistrzostwa Polski XCO, Mrągowo, 22.07.2018 –  12 miejsce

Mistrzostwa Polski XCM (maraton), Wisła, 18.08.2018 –  19 miejsce

Puchar Słowacji UCI C2, Lietava, 26.08.2018 –  6 miejsce

Puchar Polski #5, Głuchołazy, 1.09.2018 –  DNF

Bike Maraton (maraton), Wałbrzych, 8.09.2018 – 5 miejsce

Lubawka XC, Lubawka –  9.09.2018 – 2 miejsce

Puchar Mazowsza, Legionowo, 16.09.2018 – 1 miejsce

Puchar Polski #6 – Jelenia Góra Trophy Maja Race UCI HC, 22.09.2018 – 13 miejsce

Bike Maraton UCI MTB series (maraton), Jelenia Góra, 23.09.2018 – 18 miejsce

Puchar Polski #7, Boguszów-Gorce, 30.09.2018 – 5 miejsce

 

SZYBKI PRZEGLĄD 

Na początek Langenlois. Wyczekiwany pierwszy start po długim okresie przygotowawczym. Wychodzi średnio. Pozycja odległa, samopoczucie przeciętne.

Puchar Polski w Białymstoku – niezła dyspozycja, ale miejsce dość odległe. Wygląda na to, że konkurencja dobrze przepracowała zimę.

Lublin wypada słabo. Choroba uniemożliwia pokazanie pełni swoich możliwości.

Tydzień później Puchar Czech w Brnie. Zrywam łańcuch zaraz po starcie.

Kolejny majowy weekend spędzam w Chorzowie na Akademickich MP. Ważna impreza zakończona pozytywnie – po niezłej jeździe zajmuje trzecie miejsce w wyścigu głównym.

 

fot. Bartosz Bober

 

Następnie treningowy start na maratonie Głuszycy. Zgubiona trasa w końcówce wyścigu zabiera miejsce na pudle.

Początek czerwca to fajny wypad do Czech. Podczas wyścigu na kultowej trasie w Nove Mesto na Morave prezentuje średni poziom, ale sama jazda po jednej z lepszych rund XCO na świecie, przynosi mnóstwo satysfakcji.

Kolejne zawody – Górale Na Start w Wałbrzychu – jeden z poważniejszych wyścigów XCO w Polsce z rangą UCI. Dobra jazda zakończona ósmym miejsce w międzynarodowej stawce. Fajnie.

Wracam do Warszawy i wybieram lokalne ściganie . Wygrywam Puchar Mazowsza na terenie Wojskowej Akademii Technicznej. Wygrana zawsze spoko.

Z początkiem wakacji udaje się do Pcimia. Wyjazd wyjątkowo nie udany. Fatalne samopoczucie podczas wyścigu, masa błota i skasowana tylna klapa w samochodzie Taty. Bilans wyjątkowo niekorzystny.

Podróż do Mrągowa mija przyjemnie, tak samo jak cały pobyt na Mazurach. MP XCO – miejsce dwunaste. Do celu – TOP 10, trochę zabrakło, ale i tak wracam do domu w pozytywnym nastroju. Dałem z siebie wszystko i pojechałem przyzwoicie.

 

fot. Petr Tvarog

 

Wrzucam na luz i robię sobie tydzień spokojniejszych treningów. Następnie konkretna praca szykująca pod drugą część sezonu. Znów wyjazd w góry i fajny pobyt w Szczyrku. Prawie miesięczną przerwę od ścigania przerywam Mistrzostwami Polski w Maratonie w Wiśle. Kończę je na odległej pozycji. Samopoczucie jest ok, ale masa defektów uniemożliwia szybką jazdę i wskoczenie pewnie gdzieś w okolice TOP 10.

Wyścig na Słowacji w małej miejscowości Lietava bardziej przypomina biegi przełajowe, niż jazdę na rowerze. Kąpiel błotną zaliczam do udanych – szóste miejsce świadczy o dobrej dyspozycji biegowo-siłowej.

Początek września to start w Głuchołazach. Rozcięcie opony na pierwszym zjeździe zmusza mnie to zejścia z trasy.

Zaczynam ostatni mocniejszy okres treningowy, który ma mnie przygotować do końcowo-sezonowych, ważnych startów. Po drodze zaliczam Puchar Mazowsza w Legionowie, gdzie wygrywam.

 

fot. imphoto

 

Kolejny weekend spędzam w Jeleniej Górze. Zawody XCO z najwyższą międzynarodową rangą w naszym kraju –  miejsce trzynaste, całkiem szczęśliwe.  Udany występ.

Dzień później biorę udział w maratonie, również w Jeleniej Górze. Zmęczenie po XCO jest zbyt duże, żeby przejechać cały dystans w dobrym tempie.

Ostatni start sezonu – finał Pucharu Polski w Boguszów-Gorce. Mocna obsada, niezła jazda i przyzwoite miejsce piąte.

 

OCENA 

Wyniki przeciętne. Główny cel – TOP 10 podczas Mistrzostw Polski XCO – nie osiągnięty. Na pudło podczas Pucharów Polski XCO też nie wskoczyłem. Cieszy medal Akademickich MP, czy dobre występy na niektórych wyścigach z rangą UCI (Wałbrzych, Lietava, Maja Race). Początek sezonu standardowo dość kiepski. Później już były dobre przebłyski, końcówka fajna. Mimo wszystko cały sezon w miarę stabilny, z dobrą formą na najważniejszych imprezach.

Rok wyjątkowo pechowy pod względem defektów, czy innych przykrych akcji. Choroba w Lublinie, zerwany łańcuch w Brnie, kapcie na MP w Maratonie, Jodłowniku, Głuchołazach i pogubiona trasa w Głuszycy. Podróże na zawody też w tym roku trochę nerwowe – wystrzał opony na drodze S8 w podróży do Chorzowa, skasowana tylna klapa w Pcimiu i dość poważny wypadek na powrocie z Wisły. Zarówno rower, jak i auto, nie miały ze mną lekkiego życia przez ostatnich 6 miesięcy.

 

 

fot. Bartosz Bober

 

JEST PROGRES, CZY GO NIE MA?

Moim zdaniem najważniejsze pytanie, jeśli chodzi o czysto sportowy aspekt podsumowania sezonu. Wbrew pozorom, odpowiedź nie zawsze jest oczywista.

Wraz ze wzrostem poziomu sportowego, robienie wyraźnych postępów staje się coraz trudniejsze. Początkujący amator, który zaczyna robić cokolwiek, momentalnie czuje, że jedzie szybciej, że może przejechać więcej kilometrów. Osoba średnio zaawansowana też może to dość łatwo ocenić – wjazd na najwyższą górę w okolicy wydaje się być bardziej płaski, a wyniki na lokalnym cyklu maratonów coraz lepsze. Zaawansowany zawodnik, a za takiego się uważam, może mieć z tym już większy problem. Waty już tak chętnie nie rosną, a wyniki  stabilizują się.

Za mną 11 lat regularnych treningów nastawionych na wyczynowe ściganie. Niektóre książkowe teorie mówią o stabilizacji najwyższej formy po 10-15 latach systematycznego trenowania. Wchodzi się wtedy na najwyższe „obroty” swojego organizmu i dalej ani rusz. Dla jednych jest to poziom TOP 10 na PolandBiku, dla drugich – okolice TOP 10 na MP XCO, a dla trzecich – TOP 10 na Pucharach Świata. Dużo do powiedzenia mają geny i nasze wrodzone predyspozycje. Oczywiście swój szczyt możliwości można osiągać pewnie dopiero i po 25 latach trenowania. Takich sportowców jest wielu, więc teoria swoje, a praktyka swoje. 

 


U siebie widzę, że już trzeci rok z rzędu jestem w podobnym miejscu jeśli chodzi o formę. Starając się ocenić moją dyspozycje i porównać z poprzednimi sezonami, nie patrze na wyniki. To, który wjadę na metę, w dużej mierze zależy od konkurencji. Badania wydolnościowe, czy waty z treningów, również nie do końca załatwiają sprawę. Przecież chodzi o progres podczas wyścigu, a nie lepsze cyferki podczas treningu, czy badań. Często jest to jednoznaczne, ale nie zawsze. Ściganie rządzi się swoimi prawami. Wpływ na jazdę podczas zawodów ma szereg innych czynników, których nie da się odtworzyć nigdzie indziej.

Jak więc ocenić swój progres? W przypadku zawodów XC, moim zdaniem, najbardziej miarodajnym wskaźnikiem jest taki stosunek:  strata czasowa do zwycięzcy/czas trwania wyścigu dla pierwszego zawodnika. Mając wyliczony taki stosunek (wyrażony w procentach), można porównać ze sobą takie wyścigi, które są do siebie możliwie jak najbardziej podobne. Pod uwagę należy wziąć takie czynniki jak:

  • ranga zawodów
  • stawka zawodników
  • trasa
  • warunki pogodowe
  • samopoczucie – wybieram te zawody, gdzie czułem się najlepiej (np. 3 z całego sezonu)

W moim przypadku, z pewnością są to zawody z rangą UCI, gdzie zawsze przyjeżdżało kilku zawodników z TOP 100 światowego rankingu np. Puchary Czech, czy Maja Race.  Przeanalizowałem sobie takie starty na przestrzeni ostatnich 4 lat – 2015, 2016,2017,2018. O ile sezon 2015 był wyraźnie słabszy, to kolejne trzy wyglądają bardzo podobnie. Na każdym z takich wyścigów moja strata do pierwszego zawodnika wahała się  między 9-11%. Wyjątkiem jest Bedrichov 2017, gdzie strata była na poziomie 8,5%. 

Chcąc pójść wyżej, nie pozostaje nic innego, jak dalej pracować. Coś zmienić, dać jakiś nowy bodziec, zobaczyć jak organizm zareaguje i czy zmiana przyniesie pożądane efekty. Mam pewne przemyślenia i pomysły, które planuje wdrożyć w trening. Zobaczymy co z tego wyjdzie. Celem nie jest żaden wyniki, a po prostu progres choć o te 2%, strata między 6-8%. Niby tak niewiele, a jednak ma ogromne znaczenie. Tu liczy się każdy szczegół. 

 

fot. Maria Lipowiecka

 

ZAWODNIK-TRENER

Ten rok był dla mnie wyjątkowy pod kątem współpracy z trenerem. Właściwie to z powodu braku tej współpracy, ponieważ pierwszy raz zdecydowałem się na trenowanie według moich przekonań i odczuć. W latach 2008 – 2017 trenowałem pod okiem czterech trenerów. Od każdego coś wyniosłem, czegoś się nauczyłem i bardzo za to dziękuję.

Podejmując taką decyzję, dobrze wiedziałem na co się piszę. Praca z samym sobą jest trudna. Nie  łatwo jest sobie zaufać. Często pojawiają się wątpliwości, sporo pytań i różnych, niekiedy chaotycznych pomysłów. Trener między innymi jest właśnie po to, żeby tych wątpliwości nie było, żeby niektóre decyzje podjąć za Ciebie. Dobrze o tym wiem, ale miałem potrzebę wyrobienia własnego zdania na temat metod treningowych, sprawdzić nowe pomysły na sobie, zobaczyć jak to wyjdzie. Niektóre rzeczy zagrały, inne nie. To była bardzo cenne lekcja i jestem pewien, że zaprocentuje w przyszłości.

 

DZIĘKI!

Dzięki firmie Romet za trzeci rok współpracy.

Dzięki Olimp – odżywki, Optyk-Okular – okulary, Inpeak – moc, a raczej jej pomiar. 

Dzięki Warszawski Klub Kolarski  za współpracę przy wyjazdach i pomoc na boksach technicznych.

Dzięki Cyklon Sport Serwis za ogarnianie sprzętu jak byłem w Warszawie i Mariusz Piotrowski Bikes – dzięki za opiekę nad rowerem podczas wizyt w Wałbrzychu.

Dzięki wszystkim, którzy tworzą to nasze kolarskie środowisko – zawodnicy, trenerzy, organizatorzy wyścigów, sędziowie, dziennikarze, fotografowie. Fajnie było się z Wami widzieć przez cały sezon.

Dzięki wszystkim, którzy mnie wspierają, kibicują, trzymają kciuki, obserwują na FB, Instagramie Stravie i czytają wpisy (zwłaszcza takie długie jak ten :))

 

fot. Bartosz Bober

 

CO DALEJ?

Zmiany, dużo zmian, ale o tym niebawem. 

Jedno jest pewne. Póki jestem zdrowy i mogę sobie na to pozwolić – trenuję dalej. Trenuję, bo to lubię. Bardzo możliwe, że będzie trzeba zmienić priorytety i pogodzić rower z większą liczbą obowiązków…ale HEJ! To jest pasja – nie wyobrażam sobie bez niej życia! 🙂

PZDR!

 

fot. okładkowe: Roobishot Photography

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *