Przygotowania 2017/2018

 

Czas zasuwa. Ostatni wpis ponad dwa miesiące temu…szybko zleciało.  Co u mnie?

Można powiedzieć, że standardowo – przygotowania do sezonu trwają 🙂 Treningi wplecione w życie codzienne – nauka, trochę pracy przy  komputerze, współpraca z młodzieżą z WKK, obowiązki domowe itp. Ogólnie mega fajnie –  robię to co lubię (przeważnie :D) i  rozwijam się w takim kierunku jakim zawsze chciałem. Plan dnia mogę dostosować pod treningi, co bardzo sobie cenie. Wygląda to mniej więcej tak: pobudka – śniadanie – trening – obiad – obowiązki – trening – kolacja – obowiązki – sen. Trening nr. 1 to zazwyczaj rower, czyli dla mnie najważniejsza aktywność. Treningiem nr. 2  jest  siłownia/bieganie/basen/narty biegowe,  czy po prostu sesja rozluźniająca (rozjazd, rolowanie, rozciąganie). Obecnie staram się trenować w 5-cio dniowym mikrocyklu, gdzie piąty dzień przeznaczam na aktywny wypoczynek. Po kilku mikrocyklach włączam  okres  3-5 luźniejszych dni, podczas których wykonuje aktywności bardziej spontanicznie,  bez konkretnego planu – czyli odpoczynek dla ciała i głowy.

Istotną zmianą w porównaniu do wcześniejszych lat, jest brak trenera. Bazuje na własnym doświadczeniu, odczuciach i wiedzy, którą nabyłem i wciąż nabywam. Przyznam, że jest to spore wyzwanie, ale mam wrażenie, że ta „samodzielność” daje mi  dodatkowy „zastrzyk” motywacji. Sprawdzam na sobie jakąś metodę treningową, którą sam wybrałem i w nią uwierzyłem. Wiara to chyba słowo klucz w tym przypadku – trzeba zaufać sobie, wierzyć w to co się robi i konsekwentnie to realizować. Oczywiście nieustannie należy słuchać swojego organizmu i odpowiednio reagować na rozmaite sygnały. Cyferki – waty, tętno – bardzo w tym pomagają, ale też w pewnym sensie upośledzają. Podczas jazdy trzeba skupić się przede wszystkim na sobie i własnych odczuciach. Jak zawsze w takich przypadkach – najlepszy jest złoty środek 😉

Jak już o cyferkach piszę – po kilku tygodniach od rozpoczęcia przygotowań,  zrobiłem badanie wydolnościowe w progreslab. Kontrola parametrów  i ustawienie stref treningowych to w mojej ocenie obowiązkowy punkt każdego, kto chce mądrze  trenować. Takie badania również motywują do treningów – „czarno na białym” dostajemy informacje, czy jest dobrze, czy słabo i nad czym powinniśmy pracować. Oczywiście ma to sens tylko wtedy, gdy badania robimy regularnie  (np. co 6 tyg). Niebawem czeka mnie kolejna wizyta – zobaczymy co z tego wyjdzie 🙂

Zdecydowaną  większość treningów rowerowych  udaje mi się robić na zewnątrz. Na rolce kręciłem  kilka razy, ale była to bardziej forma luźnego rozjazdu, niż coś konkretnego. Trzeba przyznać, że obecna zima jest wyjątkowo zmienna i łagodna. Fakt, chwilami jest paskudnie, ale  bywa też  bardzo fajnie. Prawda jest taka, że trzeba się pogodzić z takim klimatem i robić swoje. Dobre ubranie, rower mtb (szosa+las), pełne błotniki  i po Mazowszu można śmigać praktycznie przy  każdej pogodzie. Oczywiście pod warunkiem, że nie musisz iść do pracy 8:00-17:00…Wtedy chyba faktycznie  trzeba pogodzić się z jazdą pod dachem. Tak jak już wspominałem, mam takie szczęście, że z reguły ustawiam sobie plan dnia  pod zaplanowane treningi. Oczywiście są wyjątki np. weekendy z uczelnią, jednak i tu udaje mi się „obronić” przed trenażerem, wychodząc na zewnątrz z dobrym oświetleniem, zazwyczaj wcześnie rano przed zajęciami. Zdecydowanie łatwiej mi zrobić trening nawet o 5:00, niż o  18:00, po całym dniu na nogach.

Od  kilku tygodni „ujeżdżam” Mustanga 3 – fajny rower ze średniej półki. Sporo cięższy od wyścigowego sprzętu, ale co bardzo istotne – z tą samą geometrią ramy. Nie ma ze mną lekkiego życia, jednak  jest bardzo dzielny 😉

Tradycyjnie, czeka mnie jedno ciepłe zgrupowanie – tym razem jadę do Chorwacji. W ubiegłych latach było to Calpe, którego już mam trochę dosyć. Ciesze się, że w tym roku zobaczę coś nowego. Taki wyjazd jest bardzo fajny, przede wszystkim jeśli chodzi sferę mentalną.  Zmiana otoczenia jest potrzebna  dla głowy. Znacznie łatwiej się trenuje, mając w perspektywie taki wypad. Cały okres przygotowawczy mija zdecydowanie szybciej. Gdzieś po cichu już sobie odliczam dni…jeszcze tylko 20 😉

O planach, startach, celach na sezon  2018, jeszcze zdążę napisać. Ogólnie, chciałbym pisać więcej i częściej, ale doba ma zaledwie 24 h.  Moje literackie ambicje  schodzą na dalszy plan, jednak coś będę starał się  naskrobać od czasu do czasu 🙂

Pzdr!

 

 

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *