Puchar Czech, Kutna Hora, 16.04.2017

 

Tydzień po inauguracji Pucharu Polski, przyszedł czas na pierwszą edycję  Pucharu Czech. Nie raz już pisałem o różnicach między ściganiem na naszym podwórku,  a ściganiem u południowych sąsiadów. Powtarzać się nie będę, ale tak w skrócie – tam wszystko wygląda bardziej PRO. Oprawa i organizacja  zawodów jest na bardzo wysokim poziomie, a każda z sześciu pucharowych edycji ma międzynarodową rangę, co bezpośrednio przekłada się na wysoki poziom sportowy. W Kutnej Horze ścigałem się  już kilka razy. Jeden z pierwszych zagranicznych zawodów  zaliczyłem właśnie w tym miejscu. Emocje związane ze startem poza granicami naszego kraju, były ogromne. Pamiętam, że towarzyszyła mi niepewność i dziwne przekonanie, że obcokrajowcy są na pewno mocniejsi ode mnie. Dziś wygląda to trochę inaczej. Wiem na co mnie stać i  czego mogę się  spodziewać. Rozpoznaje już wielu czeskich zawodników, a z niektórymi „zbijam pione” 🙂 Takie oswojenie się z tym całym klimatem, jest bardzo pomocne, dla głowy przede wszystkim. Z kolei regularne ściganie  w stawce mocniejszych  zawodników, pomaga podnieść poziom sportowy. Walka o TOP 3, czy TOP 30 wygląda tak samo – Ty gonisz kogoś, ktoś goni Ciebie, różnice czasowe niewielkie, do końca trzeba jechać na 100% swoich możliwości. O to właśnie chodzi i to lubię 🙂 Lubię to na tyle, że rezygnuję ze świątecznego spokoju, wsiadam w auto i jadę 8h żeby dobrze się pościgać. 🙂

Wyjazd o 5:30 w Sobotę. Po 8h podróży zameldowałem się na miejscu zawodów.  Następnie szybka zmiana ciuchów, wpięcie w spdy i jazda na trasę. Runda ciekawa – dużo zakrętów, sztywnych podjazdów i szybkich zjazdów. Cała pętla wyznaczona w lesie, z fajnym, twardym podłożem. Dużych trudności technicznych brak. Pojawił się jeden rock-garden pod koniec rundy, ale nie sprawiał większych trudności. Czesi raczej rzadko wymyślają sztuczne przeszkody typu dropy, skały czy opony. Pod tym względem nasze pucharowe wyścigi  są ciekawsze 😉

Po trzech rundach zakończyłem trening i pojechałem na kwaterę. Następnie najprzyjemniejsza części dnia – jedzenie, leżenie i nic nie robienie 🙂 Innymi słowy – ładowanie baterii przed jutrem.

W Niedzielę start o 15:30, więc pierwsza  połowa dnia również  upłynęła na obijaniu się. W odpowiednim czasie zacząłem przygotowania, tak żeby na 1h przed startem być w 100% gotów. Następnie  rozgrzewka, wyczytywanie zawodników przez sędziego i ustawianie na linii. Zostałem rozstawiony w drugim rzędzie, tuż za Jaroslavem Kulhavym. Pozycja jak najbardziej ok 😉 Łącznie w naszym wyścigu (Elita+U23) wzięło udział  70-ciu zawodników.

fot. poharmtb.cz

Ostatnie 15 sek, kilka głębszych oddechów i ogień.

Pierwsze 300 metrów to prosta  po asfalcie. Zaraz  po starcie gościu tuż obok mnie robi jakieś dziwne akrobacje. Całe szczęście nie upadł, ale musiałem dać trochę po hamulcach. Niewiele zabrakło do solidnej kraksy. Skręt w prawo i zaczynamy długi podjazd. Jest dość wąsko, jestem koło 15-20 miejsca. Kulturalnie jedziemy sobie gęsiego. Pokonujemy takie jakby serpentyny. Fajnie, bo nikt się nie pcha na chama. Każdy jedzie na swojej pozycji czekając na szerszy odcinek do wyprzedzania.

Wypłaszczenie, kilka ząbków w dół na kasecie, pokonujemy szybkiego, krętego singla. Tracę kilka miejsc. Trochę mnie przytkało. Wyprzedza mnie m.in.  Filip Helta. Sztywny podjazd, stromo w dół, nawrotka i znów góra. Teraz chyba najcięższe wzniesienie na całej rundzie. Podjazd na raty:  stromo-wypłaszczenie-bardziej stromo-wypłaszczenie-okropnie stromo-wypłaszczenie na szczycie. Lubię takie stromizny pokonywać na stojąco, tu jednak trzeba siedzieć. Podłoże jest dość luźne z małymi kamyczkami, więc  tyłkiem należy  dociążyć tylne koło, tak aby opona miała lepszą przyczepność. Nogi przy tym „okropnie stromo” pieką  strasznie. Trzymam się w okolicach 20-tego  miejsca . Samopoczucie niezłe, choć raczej myślę o utrzymaniu pozycji niż wyprzedzaniu.  Kolejny fragment bardziej przyjemny. Więcej jazdy w dół, sporo płynnych zakrętów na szybkości. Jest „flow”, dobrze się czuję  na tym odcinku. Wypoczywam  przed kolejnymi podjazdami. Już mniej stromymi, ale trochę dłuższymi. Na koniec rundy fajny zjazd slalomem  w wąwozie, krótki podjazd, przejazd przez rockgardena i do mety. Pierwsze z ośmiu okrążeń zrobione. Długi wyścig się zapowiadał.

fot. Janusz Brzeszkiewicz

Przejazd przez linię start/meta, łyk z bidonu i ciśniemy dalej. Stawka jeszcze nie tak bardzo rozciągnięta. Na podjeździe z serpentynami widzę wielu zawodników w zasięgu kilkunastu sekund. Na wypłaszczeniu staram się podkręcić tempo i dojechać do grupki przede mną. Czuję jednak, że jest za  mocno. Zbyt wiele sił mnie to kosztuje, a mając w perspektywie jeszcze 90min ścigania, rozum mi podpowiada „Maciej, zwolnij” 😀 Tak też robię.

Jadę swoje. Podjazdy na maksa, płaskie odcinki z niewielką rezerwą, a w dół staram się możliwie jak najbardziej zrelaksować. Drugie okrążenie kończę w 4-ro osobowej grupce. Przez dłuższy czas jedziemy razem, choć na podjazdach lekko zostaje w tyle. Na wypłaszczeniach „spawam”.

3 i 4 okrążenie idzie ciężko, jakoś tak bez przekonania. Trzymam się swojej pozycji czekając na „lepsze czasy”. Znam swój organizm i wiem, że lekki kryzys powinien niedługo przejść.

Na piątej rundzie czuje się już lepiej. Robię niewielką  przewagę nad zawodnikami z którymi jechałem chwilę temu.

fot. Janusz Brzeszkiewicz

Kolejna pętla, łapie bidon na boksie, wsuwam żela i cisnę  dalej. Na pierwszy, krętym  podjeździe oceniam aktualną  sytuację  – w zasięgu 20-30sek  mam trzech zawodników, za mną też jedzie kilku. Jest gęsto, sporo  się dzieje, nie ma nudy 🙂

Dzwonek na finałowe, ósme okrążenie. Ostatnie trzynaście minut walki. Zmęczenie duże, ale zapas siły wciąż jest. Serpentyny, wypłaszczenie, krótkie podjazdy i trochę zabawy w dół. Jadę sam, już raczej na pewnej pozycji. Staram się jednak dawać 100%. Nigdy nie wiadomo co się jeszcze wydarzy. Końcowe podjazdy dobrze wychodzą. Przejazd przez rock-gardena, nawrotka na asfalt i finito.

Kończę ściganie na 21 miejscu z czasem 1h 45min. Do zwycięzcy Jana Skarnitzla tracę niecałe 10min. TU wyniki.

W mojej ocenie przyzwoity występ. Pojechałem na swoim niezłym poziomie, porównywalnie do startów w Pucharach Czech sprzed roku.   Na chwilę obecną mnie to satysfakcjonuje, jednak czekam na więcej 😉 Z wyścigu na wyścig jest coraz lepiej, więc jestem dobrej myśli 🙂

Podziękowania dla Marcina Górnickiego za pomoc na wyjeździe i dla młodzieży z WKK za pomoc i doping na trasie. Również dzięki dla kolegi, niegdyś mocnego kolarza – Janusza Brzeszkiewicza. Janusz mieszka teraz w Pradze, nie widzieliśmy się kilka lat i tak bez zapowiedzi wpadł  porobić foty i pokibicować. Bardzo to miłe 🙂

To był też kolejny zagraniczny start, gdzie z dobrej strony pokazali się Polscy zawodnicy. Ola Podgórska wygrała w Elicie Kobiet, a Marek Konwa przejechał trzeci w  Elicie Mężczyzn. Graty!

Na koniec pobytu w Czechach, w  ramach rozjazdu,  pozwiedzałem  Kutną  Horę. Na zdjęciu Kościół świętej Barbary. Na żywo robi niesamowite wrażenie 🙂

Kolejny wyścig – 30.04 – Puchar Polski w Lublinie 🙂

 

fot. okładkowe: Janusz Brzeszkiewicz

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *