Puchar Mazowsza, Warszawa, 9.07.2016

fot. Adam Starzyński

Puchar Mazowsza, czyli cykl lokalnych imprez XC. W sam raz na treningowe „palenie” nogi przed Mistrzostwami Polski. Treningowe, wcale nie znaczy łatwe, czy przyjemne. Wręcz przeciwnie. Ściganie  na treningowym zmęczeniu zazwyczaj  jest ciężkie. „Zamulony” organizm  nie ma ochoty wejść na wysokie  obroty. Samemu, podczas treningu, ciężko jest się zmusić  do maksymalnego wysiłku. Tu z pomocą przychodzą zawody  niższej rangi. Dyspozycja i wynik mają mniejsze znaczenie, a najważniejsze jest po prostu solidne „ujechanie się”. W tym przypadku, była to „kropka nad i”, czy też „wisienka na torcie”, która zakończyła  mocniejszy okres treningowy, mający na celu ostateczne przygotowanie do najważniejszej imprezy sezonu – Mistrzostw Polski MTB XC.

Lokalizacja zawodów bardzo fajna, 500 metrów od mojego miejsca zamieszkania 😉 Trasa  szybka, z kilkoma podjazdami, płaskimi odcinkami  i oczywiście sporą ilością piachu. Tego na Mazowszu nam nie brakuje . Piaszczyste  podłoże jest raczej mało lubiane przez kolarzy, ale jakby na to nie patrzeć, to również  jeden z technicznych elementów. Płynna jazda w piachu wymaga pewnych umiejętności. W górach mają karkołomne zjazdy z korzeniami i kamieniami, a my mamy piach. Trochę niesprawiedliwe.

fot. Adam Starzyński

Jak na Puchar Mazowsza, obstawa całkiem mocna – przyjechali m.in. Marceli Bogusławski, Bracia Budzińscy, czy mój team-owy kolega – Michał Neumann. Brak innych imprez xc w Polsce w tym terminie, na pewno korzystnie wpłynął na frekwencje. No i fajnie.

Ruszyliśmy o 14:30. Chwilę po starcie zdecydowałem się na odjazd. Plan był prosty – jechać na maksa przez cały wyścig, najchętniej chwilę przed wszystkimi. Jeszcze przez pierwsze dwa okrążenia jakoś  to wyglądało. Prowadziłem z niewielką przewagą. Później jednak „dospawał” do mnie Marcel, Karol Ostaszewski i jeden z „Buzików” (sory, ale braci bliźniaków nie odróżniam) Chwilę odpocząłem na kole chłopaków i znów zdecydowałem się na mocniejsze „depnięcie”. Jak maks, to maks, bez czarowania. Po dłuższej  chwili mocnej jazdy, na kole został już tylko Marcel. Wyszedł na zmianę, a ja już solidnie ujechany, nie byłem w stanie utrzymać jego tempa. Druga połowa wyścigu wyglądała mniej ciekawie – Marcel powiększał przewagę, ja jechałem swoje na drugim miejscu. Po ośmiu okrążeniach,  na mecie zameldowałem się  ze stratą 35sek. Trzecie miejsce zajął  Karol Ostaszewski. TU wyniki.

Runda łatwa i płaska…a jednak było mega ciężko. Wszystko zależy od tempa w jakim się jedzie.  Niezły ogień był. Trochę na własne życzenie, no ale właśnie o to chodziło. „Kropka”, czy też  „wisienka” postawiona.  Pora na MP  —–>  start w najbliższą niedzielę o 15:30 !:)

 

fot. okładkowe: Adam Starzyński

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *