Puchar Polski MTB XCO UCI C3, Biała, 10.06.2017

 

Już trzeci rok z rzędu, niewielka miejscowość w województwie opolskim, jest organizatorem jednej z edycji Pucharu Polski XC. W tym roku zawody otrzymały dodatkowo międzynarodową rangę UCI C3. Jest to  najniższa ranga UCI z możliwych, ale fajnie, że w ogóle jest. Zawsze to szansa na zdobycie kilku pkt do międzynarodowego rankingu.

fot. Tygodnik Prudnicki

Wyścig w Białej jest dość charakterystyczny, trochę inny niż cała reszta. Głównie ze względu na trasę, której fragment przebiega przez rynek miasta, a spory odcinek prowadzi wąskimi  uliczkami przy budynkach mieszkalnych.  Reszta rundy poprowadzona jest w parku i niewielkim lesie. Nie ma długich podjazdów, ale jest dużo krótkich i stromych wzniesień. Zdecydowanie wolę typową, bardziej górską trasę, jednak na swój sposób runda w Białej jest ciekawa

W piątek, dzień przed zawodami, zrobiłem kilka okrążeń.  Nowością był m.in. rock- garden, który można by złośliwie nazwać gruz-gardenem…Niewielkie, ostre kamienie ustawione obok siebie, szybko zostały „zhejtowane” przez większość zawodników. Faktycznie, nie tak to powinno wyglądać. Kamienie bardziej sprawdzały wytrzymałość opon, niż nasze umiejętności techniczne. Było sporo gum i porozwalanych obręczy. Co prawda można było ominąć ten fragment i pojechać trochę dłuższą alternatywą,  ale zawsze to kilka sekund w plecy. Duże prawdopodobieństwo defektu lub niewielka strata czasowa na każdej rundzie – taki mieliśmy wybór.  Reszta rundy bez większych zmian – stromo, szybko i  całkiem fajnie. Czułem się ok i z optymizmem czekałem na jutrzejszy wyścig.

W sobotę po przebudzeniu, moje pozytywne nastawienie uległo zmianie. Za oknem lało, a  prognozy na kolejne kilka godzin nie wyglądały lepiej. Niestety wiedziałem co to oznacza. Dwa lata temu podczas ścigania na tej samej rundzie, zaczęło mocno padać. Trasa momentalnie zrobiła się nieprzejezdna. Śliskie, lepkie błoto, uniemożliwiało podjazd pod jakiekolwiek wzniesienie. Zapowiadała się powtórka z rozrywki.

Po śniadaniu postanowiłem zmienić opony na typowo błotne – Michelin Wild Mud. Do tego przykręciłem kolce do butów Shimano. Nic więcej nie mogłem zrobić. Pozostało tylko czekać na swój start 🙂

Koło południa przestało padać, więc chociaż nie musieliśmy ogarniać się w strugach deszczu. Młodsze kategorie nie miały tyle szczęścia. Sygnały docierające od młodszych zawodników,  były wyraźne – na trasie jest masakra. Z resztą wystarczyło na nich spojrzeć. Widok oblepionych błotem rowerów, w których nic się nie kręci, zdecydowanie nie zachęcał do ścigania. Wyścig kobiet już w słońcu, ale nie wyglądał dużo lepiej. Wręcz przeciwnie – błoto lekko przesychało i jeszcze chętniej lepiło się do sprzętu. Koła nie kręciły się, a niektóre zawodniczki decydowały się na bieg z samymi ramami. Przyznam, że patrząc na to wszystko, ciężko było o pełną, przedwyścigową mobilizację. Z drugiej strony wyścig to wyścig, każdy ma takie same warunki i trzeba robić swoje.

fot. Marek Doskocz

Rozgrzewka, ustawienie na starcie i chwilę po 15:00 ruszyliśmy na trasę. Runda rozjazdowa, odcinek miejski i wjazd w las. Zaczęło się bieganie…dużo biegania. Żaden z podjazdów nie był do wyjechania. Od początku czułem się nieźle, trzymając się w TOP5. Przebieg rywalizacji podczas wyścigu był wyjątkowo ciekawy, właśnie ze względu na trudne warunki. Problemy ze sprzętem, zapychanie się kół i całego napędu, były przyczyną dużych przetasowań w czołówce. Początkowo odjechał Filip Helta z Marcelim Bogusławskim. Gdzieś na drugiej rundzie Filip musiał zatrzymać się na boksie technicznym, a Marcelemu coś się stało z hamulcem. Przez pewien czas prowadził Kuba Zamroźniak, ale później pojawiły się problemy z napędem. Również kolega z Ukrainy miał „swoje 5min”, jednak  z niewiadomych mi przyczyn został z tyłu. Ja cały czas trzymałem się miejsc 2-5, czując się nieźle i co chyba najważniejsze tego dnia – bez problemów technicznych. Sam trochę się dziwiłem, że nic złego się nie dzieje…Ilość błota, która oblepiała ramę i cały osprzęt, była wręcz przerażająca. Nawet ani razu nie próbowałem ściągać ręką tego całego syfu. Działało, więc nie ruszałem 🙂 Ostatecznie to Filip Helta okazał się najszybszy – odrobił straty po defekcie i wygrał cały wyścig. Przyjechałem minutę za Filipem, zgarniając tym samym drugie miejsce. Podium uzupełnił Michał Topór. TU wyniki.

Drugie miejsce bardzo mnie cieszy, choć wolałbym je zająć w normalnych warunkach. Normalnych, czyli ścigając się na rowerze, a nie większość wyścigu biec obok niego. Nie mogę jednak narzekać – czułem się dobrze i co równie istotne  – sprzęt mnie nie zawiódł. Dobre opony i kolce na butach,  również  zrobiły robotę.

fot. Marek Doskocz

Cała organizacja zawodów zdecydowanie na plus. Miasteczko zawodów na rynku, imprezy towarzyszące dla dzieci i świetna scena z podium. Prace na trasie również zasługują na docenienie. Fajnie, że komuś się chce. Rock-garden do poprawy, ale ogólnie ok. Warunki atmosferyczne ciężko przewidzieć i niewiele z tym można zrobić. Trzeba przyznać, że specyficzne podłoże mają w tej Białej 🙂

W najbliższy weekend ściganie na Pucharze Czech w  miejscowości Bedrichov. Powalczymy! 🙂

 

fot. okładkowe: Marek Doskocz

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *