Puchar Polski XCO #1, Białystok, 9.04.2017

 

Puchar Polski XCO  2017 ruszył. Już tradycyjnie zaczynamy od ścigania w Białymstoku. Tam tradycyjnie pogoda mało przyjemna, a moja forma jeszcze nie taka jakbym chciał, tak tradycyjnie, ale może to i lepiej 😉

Czwarty rok z rzędu – kwiecień, praktycznie ta sama trasa na której ściga się czołówka zawodników z Pucharu Polski. Nie napiszę, że czołówka polskiego xc, bo brakowało  Marka Konwy, Bartka Wawaka czy zawodników JBG. Do czasu gdy Puchary Polski nie będą miały międzynarodowej rangi UCI, pewnie tak to będzie wyglądało. Mimo wszystko fajnie jest  znów ścigać się w podobnych warunkach i porównać swoją jazdę z tą z lat poprzednich . Tutaj z pomocą przychodzi mój stary blog, gdzie „czarne na białym” mam  zapisane relacje i wyniki z lat 2014, 2015, 2016 .

A teraz napiszę relację 2017, tak żebym za kilka lat też mógł sobie ją przeczytać i porównać z np. 2020 😀

foto: fitfot.pl

Białystok całe szczęście leży dość blisko  Warszawy, więc znaczną część soboty mogłem jeszcze spędzić  na uczelni.   W niedzielę  rano pakowanie, 3h jazdy autem i byłem na miejscu. Tak jak już wspominałem – trasa dobrze mi znana. Jedna runda objazdu starczyła. Pętla jest całkiem przyjemna, płynna i łatwa technicznie. Organizator postarał się o kilka niewielkich dropów, band i małego rock- gardena. Może bardziej „gardena” niż „rock”, bo przypomina raczej bruk z Paryż-Roubaix, niż konkretne skały…ale i tak fajnie 🙂 Zawsze to jakieś urozmaicenie. Mniej fajnym urozmaiceniem była duża kałuża, a właściwie bagno, tak po kostki.  Można je było pokonać na rowerze lub z buta, w zależności od tego, czy wolałeś  mieć czyste buty, czy napęd. Chyba większość poświęcała swoje obuwie, na rzecz  sprawniej działającego roweru. Chyba słusznie.

Po objeździe luz i grzanie w aucie. 9 stopni i silny wiatr, nie zachęcały do biwakowania na zewnątrz. Z drugiej strony nie nie ma co marudzić. Zawsze mogło popadać czy sypać śniegiem. O tej porze roku wszystko możliwe, zwłaszcza w tych rejonach.

Przyszedł czas na przygotowania i rozgrzewkę. Kręciłem na rolce, ściągając z siebie po kolei ciepłe warstwy ubrań. Jako zwycięzca klasyfikacji generalnej z poprzedniego roku, zostałem rozstawiony z nr.1. Bardzo miło. Fajnie, że ktoś  wgłębiał się  w wyniki z 2016 🙂  W pierwszej linii wszyscy dobrze znani mi koledzy. „Młodzi gniewni” – „Vokswageny” Kuba i  Marcel, „SGR-y” – Filip i Mikołaj, jest też Krzychu i Michał Topór. Przyznam, że czuje się trochę jak weteran, ponieważ  z tej stawki jestem najstarszy…ale co tam. Jakoś się jeszcze trzymam, chyba 😀

Ostatnie minuty czekania, przemówienie sędziego i można ruszać. 3,2,1, jazda.

foto: Adam Starzyński

Na początek  szeroka prosta. Wpinam się nieźle, idzie ogień, w pierwszy zakręt wchodzę na 5-6pozcycji. Jest git. Pierwsze podjazdy, stawka się trochę rwie, na czelę zostaje 6-ścio osobowa grupka. Marcel, Kuba, Filip, Michał Topór, Krzychu i ja. Samopoczucie w miarę ok. Jadę na końcu grupki, obserwuje co się dzieje. Ciśniemy dłuższy podjazd, przejeżdżamy „bruk gardena”, drop i jazda dalej. Ludzi przy trasie całkiem sporo, doping jest. Atmosfera spoko. Wjeżdżamy na fragment rundy prowadzący po torze fourcrossowym. Tu trzeba uważać. Hopki są dość strome i przy złym „gaszeniu” takiej muldy można przelecieć przez kierę. Już kiedyś tego doświadczyłem  i  nie polecam 🙂 Ziemia w Białymstoku wyjątkowo  twarda.

Chwilę później bieg przez  bagienko. Nikt z nas nie decyduje się jechać. Z buta jest chyba szybciej, a na pewno lepiej dla roweru. Skok na siodło i  ogień do góry. Trochę się męczę, ale jeszcze w miarę pod kontrolą. Przejazd przez bufet, nawrotka i seria krótszych, sztywniejszych podjazdów. Wciąż jedziemy w grupie, którą już przez dłuższy czas prowadzi Filip Helta. Na fragmencie wąskich singli w lesie robię głupi błąd zahaczając kierownicą o drzewo. Szybko się zbieram, „zaginam się” i zaraz dojeżdżam do chłopaków. Niestety kosztowało mnie to sporo sił. Teraz luz, płaski odcinek, picie z bidonu i przejazd przez linię start/ meta. Pierwsza runda zakończona. Do końca jeszcze pięć.

Pokonujemy kolejne fragmenty. Dół- nawrotka-góra, dół-nawrotka- góra. Czuję, że utrzymanie kolegów kosztuje mnie coraz więcej sił. Na podjazdach  tracę po kilka metrów . Słabo to wygląda.

foto: fitfot.pl

Drugą rundę kończymy jeszcze razem. Na płaskim odcinku staram się jak najlepiej wypocząć. Prowadzenie obejmuje  Kuba i podkręca tempo. Kilka podjazdów jeszcze jakoś przetrzymuje, ale chwilę później odpadam z grupy. Nogi odmówiły, zwalniam, jadę swoje. Nie jest to przyjemny moment. Mam  chwilę kryzysu. Podjazdy bolą bardziej a ja jadę wolniej. Z kolei doping znajomych jest bardzo fajny. Zawsze to miłe słyszeć coś w stylu „dawaj jezior” Zapamiętałem sobie jak ktoś krzyknął  „jezior, mam nadzieję, że kontrolujesz sytuację” hehe, całkiem zabawne 😀

W samotności kończę trzecią  rundę. Dostaje info od trenera, że grupka się porwała. W sumie to ok, znaczy, że nie tylko ja nie wytrzymałem tempa Kuby. Chwilę przede mną widzę Krzycha. Za mną  Mikołaj Dziewa i Litwin – Pacevicius Sarunas.  Wyraźnie się zbliżyli, tak na około 30-40sek. Trzeba cisnąć.

Pod koniec czwartego okrążenia idzie tak jakby ciut lepiej . Trochę odżyłem, zbliżam się do Krzycha.

Runda nr 5 – jest już ok, wyraźnie przyspieszyłem. Ostatnie okrążenie zaczynam z zawodnikiem „Mitujoto” (czyli  MITUTOYO AZS WRATISLAVIA WROCŁAW, ale ja mówię Mitujoto ;)) Przez całą rundę nikt z nas nie jest w stanie zrobić wyraźnej przewagi. Finałowe 300metrów, płaski odcinek, sprint, zakręt i…przygrywam. Sprinter ze mnie marny…

Ostatecznie na mecie melduje się na szóstej pozycji z czasem 1h 17min. TU wyniki.

Na pewno chciałbym pojechać trochę lepiej. Startując z numerkiem 1, jako zwycięzca zeszłorocznego Pucharu Polski, oczekuje od siebie czegoś więcej. Porównując to jednak do zeszłych sezonów, wszystko wydaje się być ok. Myślę, że niedługo organizm  przestawi się na intensywności wyścigowe. Wtedy powinno być git. A tak ogólnie, to fajne ściganie było. Stawka dość wyrównana, chłopaki mocno jeżdżą – szykuje się ciekawa rywalizacja przez cały sezon 🙂

Na koniec podziękowania dla: Radosława Rękawka – za pomoc i towarzystwo, trenera Adama – za pomoc, obecność i analizę mojej jazdy. Adam robił przy okazji „rozbieganie” po swoim biegu ultra :D. Dzięki wszystkim za kibicowanie. Było fajnie. Kolejna edycja Pucharu Polski pod koniec kwietnia w Lublinie.

Najbliższy weekend spędzę u naszych południowych sąsiadów  – w niedzielę ściganie w pierwszej odsłonie Pucharu Czech. Tam szóste miejsce biorę w ciemno 😀

Będziemy walczyć 😉

 

Zdjęcie okładkowe – fitfot.pl

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *