Puchar Świata XC, Val di Sole, 27.08.2017

Szósta, finałowa edycja Pucharu Świata. Mega duża impreza. Ciężko ją porównać do jakichkolwiek innych zawodów w których brałem udział. Ogromny festiwal podczas którego rozegrano Mistrzostwa Świata w Four Crossie, Finał PŚ w  Downhillu i Cross Country. Tu wszystko jest „naj” –  najlepsi zawodnicy z najlepszych teamów,  jeżdżący na najlepszym sprzęcie. Przyznam  szczerze, że start na takich zawodach jest trochę przytłaczający. Ciężko  nie odnieść wrażenia, że to inny świat, znacznie różniący się od ścigania na zawodach z niższą rangą

Na wyścigu XC w kategorii Elity Mężczyzn, staje na starcie około 100 zawodników . 90% z nich to goście  z „najwyższej półki”, którzy przyjeżdżają ze swoim teamem, sztabem ludzi i całym zapleczem. Pozostałe 10% to garstka zapaleńców, którzy  na własną rękę chcą wziąć udział w takim wyścigu. Ja właśnie jestem takim zapaleńcem. Ogarniam nocleg, pakuje do auta masę rzeczy (w większości jedzenie :D) i jadę na wyścig.

Niezależnie, czy ścigam się na Pucharze Mazowsza, czy Pucharze Świata, cel jest taki sam – pojechać swoje i dać z siebie 100%.  Przy dobrym samopoczuciu, na Pucharze Mazowsza mam szansę wygrać, a na Pucharze Świata może nie dostane dubla (choć to mega ciężkie zadanie) Chyba najważniejsza w tym wszystkim,  jest umiejętność skupienia się na sobie i „odcięcia” od rzeczy, na które nie mamy wpływu. Mijając  przed startem czołowych zawodników świata, staram  się odrzucić myśli w stylu „co ja tutaj robię”. Nie jest  to łatwe….ale przynajmniej się staram 😉

O samym występie ciężko coś więcej napisać..Na pierwszej rundzie rozciąłem oponę, więc zbyt długo się nie najeździłem. Co prawda walczyłem dalej – prawie pół okrążenia biegu do boksu, zmiana koła i jeszcze jedną rundę przejechałem.  Do momentu defektu – samopoczucie raczej marne, średnia jazda i obstawianie tyłów.

Jechać taki kawał na zawody, złapać gumę i przejechać niecałe trzy okrążenia. Słabo, co nie? Całe szczęście, wyścig nie był jedynym powodem, dla którego pojechałem do Włoch. Kolarstwo Górskie ma to do siebie, że zawody często rozgrywane są w fajnych miejscach. Val di Sole zdecydowanie należy do takich miejscówek. Przez tydzień mogłem trenować i podziwiać piękny krajobraz. Nocleg na wysokości  1500m n.p.m.,  z tarasem i widokiem na góry –  bajka! 🙂 Usiąść na takim tarasie, po dobrym treningu, z michą  jedzenia – bezcenne 😀

 

Teraz pora potrenować i szykować się do ostatnich wyścigów sezonu 😉

 

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *